Przepraszam Was za tak długie milczenie, aż sama nie jestem pewna, jak do tego doszło, ale czy tak już właśnie zawsze ze mną nie jest...
U mnie na horyzoncie mniej więcej stare to samo:
- dwa połamane serca i oprócz potłuczonego szkła i krwi, żadnych pozostałości
- w cholerę roboty w związku z rozpoczeciem semestru
- sezon na lekcje prywatne dolewa oliwy do ognia
- trochę imprez, wyskoków, więc nie ma się w zasadzie kiedy nad tym wszystkim na szczęście zastanawiać
- acha, czy wspomniałam już, że miłość mojego życia ma dziewuchę
- i jeszcze kota mi się znów chce i wsi
- i egzamin przede mną i cała się trzęsę bo przecież jak zwykle tradycyjnie nic nie umiem i po co ja w ogóle myślę poważnie o tych studiach, skoro jestem taki leń
- tęsknię za Europą i ukochanym serialem jakimś, ale słucham audiobooków i zatapiam się w wymyślonym życiu kogoś wymyślonego innego, więc może ostatecznie nie jest tak źle i mam tę namiastkę serialową - znaczy się jest na horyzoncie jakieś życie (choć nie moje), którym mogę sobie żyć.
No, to tak właśnie w skrócie u mnie. Biegam tęsknię i zastanawiam się, czy jeszcze mam w sobie cokolwiek z wiary mojego mistrza Don Kichota, czy już rozłożyłam się na tym łóżku i niedługo umrę... Bo co w nas żyje, gdy nie ma wiary?
O fajnych filmach piszecie i niektórych nie znam, niektóre kocham nieprzytomnie, ot na przykład Pan's Labirynth, choć chyba nigdy nie dam rady obejrzeć go znów (tak przerażająco smutny) to zdecydowanie to jeden z numerów jeden na mojej liście. A oglądałyście kiedyś "Things we lost in the fire"?
Powala mnie zupełnie ten film.
Albo The Air I breathe... też nie potrafię go obejrzeć durgi raz, ale nigdy przenigdy nie zapomnę... "When you can see the future you think you're capable of changing it. But you're just a witness to coming moments, unable to help."
Ale najbardziej i tak kocham Donniego Darko:) a zwłaszcza tę scenę:
No, to tyle o filmach narazie, bo jak się rozpędzę to do jutra nie skończę, a tu za naukę do egzaminu trza się wziąć. Egzamin to taki głupi, nazywa się GRE i jest namiastką przepustki na moje wymarzone studia, które i tak mnie przerażają i i tak nie mam pojęcia, jakbym sobie z nimi poradziła. No ale nie spocznę, nie poddam się, nie podaruję, dopóki przynajmniej nie spróbuję chwycić roga za byki czy jakoś tak:)
A Babki, tak nawiasem i marginesem, powiedzcie mi, czy miłość to jednak istnieje? Bo czytałam w książkach, widziałam na filmach, ale w realu to wszystko na opak wskazuje, wszystko jest jednym wielkim teatrem, ściemą, na nibem i może jakby człowiek przestał sobie tą wiarą głowę zawracać, to by się lepiej żyło?
Na koniec piosenka, która właśnie na dowód mojej niewiary ironicznie nuci mi się bez przerwy od trzech dni:
Wasza Franka
No comments:
Post a Comment