Thursday, February 3, 2011

I try to learn... ssssomething


Droga Babko,
Zaczelam fragmentem filmu. Fragment ten w zupelnosci by wystarczyl, slowa moglyby byc zbedne, ale przeciez glupio tak, zostawic filmik i zwiac. Wiec rozwine mysl.
Dzisiaj czwartek a to znaczy, ze prawie piatek. A to znowu oznacza, ze caly tydzien bylam zajeta czyms, czym nie chcialam byc nigdy zajeta.Zajeta czyms, co utwierdzilo mnie w tym, ze zlu potrzebna jest niewielka szczelina we mnie, zeby moglo mnie dopasc i prawie wykonczyc. Utwierdzilo i finalnie, wzmocnilo.

Zdarza sie tak, ze mimo calej odpornosci mojej na rewelacje tego swiata, zbita zostaje z pantalyku. Zalezy od kalibru rewelacji. Pewnie. To, co mnie spotkalo ostatnio, smialo mozna nazwac wybuchem elektrowni jadrowej. Przezylam, ale powinnam postarac sie o proteze serca (mozgu pewnie tez).

Do czego zmierzam? Do tego, ze w trawie zawsze czai sie waz. Dlugi, zimny i obslizgly w dotyku. Nieprzyjemny. Nieprzewidywalny, zatruwajacy jadem. Niespodziewany...


Pozdrawiam Cie,
Ciuciu z plastikowym sercem.

No comments:

Post a Comment