Hej, hej!
A ja mam duzo sympatii dla diabla, bo jak sie okazuje, nawet on daje nam wolna wole. Jesli nie czytalas ''Listow starego diabla do mlodego'' to polecam. Na temat, a i troche rozjasnia te ciemnosci.
Troche inaczej tez postrzegam te niewinna nature dziecka, bowiem jest w kazdym z nas, od poczatku, dzikus. Taki nieokielznany, eksplorer taki, co to lubi tanczyc z diablem. Jednak wyobrazam sobie, przed jak trudna decyzja stoi wychowawca w sytuacji, kiedy wewnetrzny dzieciecy dzikus wychodzi z klatki pokazujac kly i pazury. Mysle, ze prosta umiejetnosc rozgraniczania dobrych, porzadanych zachowan od tych nieporzadanych, moze pomoc.
Obudzily mnie slowa pewnego, calkiem madrego mezczyzny, kiedy powiedzialam mu, ze pracuje z dziecmi. Opowiadalam mu o tym, ze doswidczam subtelnosci w komunikacji z dzieckiem. Opowiadalam mu, ze czesto uzywam metafor. Slowa, ktore mnie obudzily to: ''E tam, dzieckiem jest sie przez chwile, a potem jest sie po prostu doroslym.''
I tak sobie mysle, troche tez bazujac na doswiadczeniu, ze ostre reakcje wywolujace wstrzas u dziecka, moga byc skuteczne, o ile nie wywolane sa naszym (doroslych) wzburzeniem emocjonalnym, a po prostu, rozsadna reakcja na probe przekraczania granicy przez dzikusa.
Bo dzieci trzeba kochac, ale z miloscia nie ma co przesadzac. Funkcjonujemy w takim, nie innym porzadku swiata, dlatego ze zlem trzeba sie zaprzyjaznic. O, nie bac sie zla!
Buziaki!
No comments:
Post a Comment