Thursday, November 3, 2016

O sile modlitwy

Babko,

jesli o diable, to i o jego najlepszym kumplu, bogu bedzie. I o rozmowie z nim, a raczej sluchaniu. Bo musisz wiedziec, ze odkrylam, ze modlitwa to tak nie do konca rozmowa. To raczej nastawienia uszu, uslyszenie tego szeptu. I nie rzecz o uszach wlasciwie, a o sercu. Bo to musi jednak najpierw przez serce.

Odkrylam cos w sobie. Zgode z glebi mego jestestwa na stan rzeczy taki, a nie inny. Przyszla nagle, naturalnie. Minelo rozedrganie, minal strach. Jest tu i teraz. 

I tak sobie mysle, ze to jednak modlitwa, ktora nieudolnie czynilam, sila. Dlugo szukalam, niestety w glowie, jak sie dogadac z najwyzszym. W koncu sie poddalam i zaczelam, prawie nieustajaco, spiewac to:


Dlugo trwalo zanim poczulam, no wlasnie, ulge. To odpowiednie slowo. W koncu moge spokojnie wziac glebszy oddech i spokojnie wydychac, bez dlawienia sie swiezym powietrzem.

I wdzieczna jestem.

Buzia,
Ciuciu.

No comments:

Post a Comment