Wednesday, January 12, 2011

kiedy NIE znaczy NIE

Skonfundowane Ciuciu!
Ludzie są ludźmi! Tylko i aż ludźmi! Z całym tym majdanem emocjonalnym i życiowym, z płaczem, dąsami, lękami, obsesjami, ale też kurde z całym pięknem. Z gestami czy chwilami, o których czasem pamiętamy całe życie. Nie ma dla mnie nic piękniejszego i straszniejszego niż Człowiek.
I wydaje mi się -  zresztą jak i Tobie, że najważniejsze w obcowaniu z drugim człowiekiem są granice. Problem w tym, że rodzice nam raczej tego nie mówią, nie uczymy się o tym w szkole i kwestię granic własnych poznajemy (i to też z obawą czy nie zostanie to odebrane jako egoistyczne działanie, no bo od dziecka nam w głowę wtłaczano, że egoizm jest podły), gdy już trochę dorośniemy i "obyjemy" się z innymi.

Zakreślania własnych granic wciąż się właściwie uczę albo inaczej - wciąż dokonuję, bo nie ma nic na zawsze. I podziwiam Twoją cierpliwość, choć teraz pomyślałam, że może mylę cierpliwość z wyniesioną z domu grzecznością. Bo ja mam podobnie. Rodzice mocno wbili/wyuczyli, że nie można myśleć o sobie, że trzeba o innych, że się uśmiechać trzeba i przytakiwać. A jak kto się uwiesi, to pomagać. Bleeee...
Znaczenia słowa "asertywność" nauczyłam się późno. Wtedy też dowiedziałam się, że mam prawo powiedzieć "NIE". Zresztą pewnie jak i Ty.
Ta grzeczność czasem mnie dusi.  Zresztą inna prawda to ta, że w grzeczności nie ma nic złego, jeśli - no właśnie - nie dusi.

Po kilku latach ciężkiej pracy nad sobą wyłapuję w sobie te gombrowiczowskie gęby skrupulatnie nalepiane przez kochanych rodziców, nauczycieli, znajomych, sąsiadów... I chyba dopiero teraz rozumiem, co Autor miał na myśli hahaha.

Popatrz, a to z "Ferdydurke": "Przed człowiekiem schronić się można jedynie w objęcia innego człowieka". Dobrze, że obie mamy tę możliwość :-).

Hmm, i teraz pomyślałam sobie, że czas wrócić do Ferdydurke - dosłownie i w przenośni.

O mojej nodze zwichniętej już Ci wspominałam. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Norwedzy nie tylko rodzą się z nartami na nogach, ale też z jakąś - niedostępną mi - ekwilibrystyką.
Póki co, kulawam.

Cmoki-smoki!

No comments:

Post a Comment