Tuesday, November 16, 2010

świetliście

Ciuciu słodkie,
za szaliczek pięknie dziękuję! Otulam się nim cieplutko, choć nie ukrywam, że gdybyś zamiast szaliczka podesłała boskiego Enrique, też bym nie rozpaczała...

Z tą arogancją to jest tak, że jest jej tu pełno, a ja skromne dziewczę jestem. Rozbijam się ciągle o niewidzialny mur, próbuję go obchodzić, zmieniać perspektywę, by wreszcie go przejść... ale "zawsze coś, zawsze k...a coś" (żeby zacytować klasyka). A to system, a to ludzie, a to ze mną coś nie tak. Staram się nie narzekać, wierzyć, że się uda, ale są momenty, gdy jestem bliska poddania się. Łzy się leją, pięści zaciskają w złości, już myślę, że nie dam rady... i co? I próbuję następnego dnia. Tak jak dziś - po wczorajszym przytrzaśnięciu nosa drzwiami - owijam się w Twój niebieski szaliczek...

Czasami mam wrażenie, że to wszystko ma mi coś pokazać, czegoś nauczyć, więc staram się nie zamykać, staram się być uważna, ale... nadal nic. Nie mam pomysłu po co to wszystko.

Ale za to mam piosenkę. Nie wiem jak na nią trafiłam - całkiem możliwe, że dzięki Tobie, i wracam do niej często, zawsze gdy brakuje mi światła... ;-)

No comments:

Post a Comment