Hej bieszczadzka Ciuciu!
Doszły mnie słuchy, że masz wspaniałego towarzysza do spacerów. Jak Wam się chodzi? Czy odkrywasz nowe miejsca?
Ściskam!
B.
Zdaje mi się, że tęsknisz za przestrzenią, zielenią, ciszą Bieszczad... Piszesz, że ludzkie ciało to świątynia. Ach, jak bardzo się zgadzam! Tylko nie wiem zupełnie, kiedy gubi się w nas takie właśnie przekonanie. Przekonanie, że jesteśmy ważni, niemal boscy, że powinniśmy nasze ciała szanować, kochać, pieścić, dbać o nie, a nie wlewać w siebie litry niszczących napojów i pożerać wstrętne dla ciała jedzenie. Straszne, co się z nami dzieje.
A ja patrzę na tego mojego dwuletniego skarba, z jaką wrażliwością słucha samego siebie i obiecuję i sobie i jemu, że nie zabiję tej jego intuicji.
Od dziewięciu dni poszczę. No niezupełnie, bo jednak coś tam jem - określone warzywa i owoce. Ten post ma na celu oczyszczenie mojego ciała (i ducha pewnie też przeczyści) i ewentualne samoleczenie. A takie tam czary mary. Ale wiesz co? Widzę, że włosy mi nie wypadają (a wcześniej faszerowałam się tabletkami , które miały pomóc), cera mi się poprawiła, zgubiłam trochę kilogramów. Od schodzących ze mnie toksyn jest mi czasem mdło, do tego kręgosłup boli jak dawno nie bolał. A jednak się cieszę, że trwam, że robię coś dla siebie. Na nowo spoglądam na siebie. Cieszę się sobą. ot tak, po prostu.
A Twoje, Ciuciu, jak zdrówko?
Doszły mnie słuchy, że masz wspaniałego towarzysza do spacerów. Jak Wam się chodzi? Czy odkrywasz nowe miejsca?
Ściskam!
B.
No comments:
Post a Comment