Widzisz, jakbys mieszkała, będąc dzieckiem, w GK, z pewnoscią dzisiaj nie miałabys problemów z bezwypadkowym pokonywaniem pagórków zimową porą. Zmierzam do poszkolnych pobytów "na górach" i pokonywaniu tzw. Góry Smierci z workiem na kapcie pod tylkiem w dół i morderczą wspinaczką po wyslizganej powierzchni w górę. Kto dzieckiem w GK tamtych czasów był, ten wie! Dzisiaj o takich dzieciakach jak my wtedy, mówi się "dzieci ulicy" i posyła do nich streetworkerów. Ku radosci, rzecz jasna, tych drugich. Tjaaa, powroty do dzieciństwa potrafią być zaskakująco miłe...
A ja godzę się na bycie niewidzialną. Co za radocha być gwiazdą Reality Show w czyims telewizorze? Dla mnie żadna. Wystarczamy sami sobie. Kontakty z innymi to pozbawiona tego całego fafa-rafa koniecznosć.
Swięta spędzamy w Belgii. Drugi rok. W tamtym roku przygotowałam polską wigilię, a i tak skończyło się na wizycie naszej i naszych gosci u sąsiadów z Libanu, gdzie przy krakersach i słonych paluszkach, sączylismy belgijskie piwo, słuchając Pink Floyd.
Tak, jak i Ty, wprowadzam do domu swiąteczną atmosferę. I to nie kwestia narodowosci a raczej realizowanie założenia, że zadaniem kobiety jest podtrzymanie odpowiedniej ciepłoty domowego paleniska.
Poniżej fragment moich działań kreatywnych na terenie naszego królestwa.
A za realizację tego, co poniżej, mam zamiar się zabrać później...
Twoje Ciuciu.
PS. Prawda nie jest niebezpieczna. Ludzie, którzy wiedzą, dla licznych, mogą być niebezpieczni. Kwestia użycia tego, co się wie.

No comments:
Post a Comment