Ciuciu, jesteś???
Wróciłam z Warszawy zimowej. Zapchanej, zatłoczonej, zatrąbionej... wróciłam i wpadłam zaraz w tę moją zaśnieżoną dziurę, bez życia trochę. Znaczy i ja, i dziura bez życia trochę.
Potem, jak już troszkę dożyłam, kupiliśmy choinkę i zaczęłam moje wariactwo świąteczne, czyli krojenie, pieczenie, krojenie, pieczenie...
To nasze pierwsze święta we dwoje. Nasza pierwsza choinka, łączenie tradycji, tworzenie wspomnień...
Fajnie jest. We dwoje.
A minionej nocy śnili mi się Mann i Materna. Nie wiesz może co znaczy taki sen?
Buzi i wesołych raz jeszcze!
No comments:
Post a Comment