Obła Ciuciu!
Myślę sobie, że nie ma nic za darmo i nic samo nie przychodzi. Każdą relację, każde zaangażowanie trzeba budować. Można kochać, ale sama wiesz, że codzienność jest okrutna i gdyby nie nasze starania (z obu stron), by coś dojaśnić, dopowiedzieć, nawet zrobić, by drugiej kochanej osobie sprawić przyjemność - nie byłybyśmy w związkach, bo szybko by się rozpadły. A są to związki, których pragniemy.
Nic nie przychodzi samo. To Ty sama decydujesz, kiedy i jak się angażujesz, w jakie relacje czy działania. Oczywiście, trzeba widzieć i szanować czyjaś przestrzeń, w końcu wpływamy na siebie w takich granicach, w jakich na to pozwalamy mniej lub bardziej świadomie.
I oczywiście postawa jaką przyjmujesz wobec otoczenia, to właśnie Twój wybór, a więc jakaś forma zaangażowania.
Jasne, można "bezmyślnie" odpowiadać na bodźce zewnętrzne - jak mnie ktoś puknie w kolano, to machnę nogą, ale siła i piękno człowieka polegają moim zdaniem na tym, że potrafi on decydować, dokonywać wyborów, świadomie się rozwijać.
Znikasz, godzisz się na nie-bycie w tych sytuacjach, w których chcesz i to jest Twoja decyzja, jednak myślę sobie, że trudno by było, gdyby wszyscy tak robili, bo to co dla innych byłoby sytuacją niezaangażowaną, dla innych mogłoby być sprawą fundamentalną.
Myślę, że chodzi Ci o takie po prostu nie napinanie się, o bycie Tu i Teraz bez zgrzytów i stękania, o obserwowanie więcej niż działanie. O umiejętność bycia. Ze sobą i innymi.
Wiesz Ciuciu, ja nie wierzę w koniec. Nie ma początku czy końca. Wszystko jest płynne i jedno przechodzi w drugie. Nie panikuję. Cieszę się, że potrafię to przenikanie dostrzegać.
Cmok!
No comments:
Post a Comment