Ignorujące Ciuciu!
Wczoraj swoje pierwsze właściwie kroki skierowałam do miejsca, z którym byłam przez lata bardzo związana - emocjonalnie chyba jednak bardziej niż zawodowo. Miejsce pełne marzeń, nadziei na lepsze jutro, projektów tego jak być powinno... Miejsce, w którym odcisnęłam jakoś ślad - nie właśnie zawodowo, ale ludzko... dosłownie ludzko, bo wolontariuszki, z którymi tam współpracowałam, pracują tam dzisiaj. I kiedy wczoraj rozmawiałam sobie z nimi, przelatywały mi przed oczami te wspólne chwile... też trudne dla mnie, bo z tamtego okresu pamiętam także ogromne uczucie zawieszenia i niestety frustracji niedocenienia. Może za dużo było we mnie niecierpliwości, może gdybym przełknęła więcej byłabym teraz tam? Z drugiej strony - czy będąc tam odnalazłabym to, co mam teraz?
Spotkałam też G., ale nie dawną ciepłą G. tylko jakąś energetycznie inną G., pod której skrzydłami dawno temu jednak urosłam, ożyłam, odnalazłam trochę siebie, a trochę sposób na siebie... trochę było wtedy walki, niecierpliwości, poczucia zawiedzenia... Wczoraj pomyślałam, że pewnie i z obu stron...
I przypomniałam sobie, jak bardzo rozpierał mnie świat od środka, ile było we mnie buntu, ale i gotowości na zmiany, ile było we mnie pragnienia przynależenia do TEJ idei, społeczności, do TYCH ludzi. Jednak wczoraj odkryłam w sobie także wielki spokój i brak zadęcia, zgodę w samej sobie. Na wszystko. Czy zgoda oznacza brak rebelii i zastój? Czy akceptacja oznacza brak zmiany?
Twoja historyjka profesora filozofii potwierdza także coś o czym staram się zawsze pamiętać - pytanie "dlaczego" jest pytaniem do tyłu, o przeszłość, o przyczynę; pytanie "po co" to pytanie do przodu, o przyszłość, o powód jakiegoś działania...
Mam przekonanie, że mogę ożywić cudzą duszę - pytanie jednak - po co?
Buzi!
No comments:
Post a Comment